Od 3 tygodni zamierzam pomalować wreszcie paznokcie. Od około miesiąca zbieram się do napisania postu o cudownych jesiennych porankach (tak długo, że aż przestały być tak cudowne). Piętrzą się jeszcze inne sprawy niezałatwione, odłożone, piętrzą się i mnie gniotą jakoś wewnętrznie. Nie lubię spraw niezałatwionych.
W międzyczasie mija gdzieś życie, dziecko rośnie, my się starzejemy... Tylko kartki w kalendarzu co i rusz trzeba przewracać, i to zdziwienie, że to już jesień, prawie zima, i że dni takie już krótkie...
A paznokcie nadal niepomalowane, codziennie bezlitośnie przypominają mi o moim permanentnym niedoczasie...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 26 października 2015
piątek, 5 czerwca 2015
Jest dobrze...
Leżaczek, grzejące słonko, szum drzew, śpiew ptaków... To mi się podoba, jest dobrze! Misia słodko drzemie przyklejona do taty, na drugim leżaczku, zaraz z zakupów wrócą babcia i dziadek, przywiozą truskawki i coś na obiad. Kocham lato!
wtorek, 12 maja 2015
Technika...
No i stało się. Niekoniecznie zgodnie z planem, nie do końca zgodnie z moją wolą, ale stałam się posiadaczką smartfona. Nowoczesność na dobre wkroczyła do mojego życia. Właśnie testuję to urządzenie próbując opublikować niniejszy post, nie jest to łatwe, ale może podołam. W każdym razie, gdyby zdarzyły się jakieś dziwne treści, literówki itp, może to znaczyć, że jednak nie podołałam, albo że moja słodka córeczka jednak dorwała nowy obiekt pożądania w swoje małe śliczne łapki.
wtorek, 28 kwietnia 2015
Wolność!!!
Kocham wiosnę. I kocham rower. A najbardziej mój rower, znany wtajemniczonym jako "złota strzała". Lubię sobie nań wsiąść i mknąć, czuć wiatr we włosach i jechać, gdzie mnie oczy i nogi poniosą.
I tak sobie jechałam parę dni temu, słońce ogrzewało moją uśmiechniętą buzię, nogi pedałowały radośnie, i wtedy do mnie dotarło: to tego tak bardzo było mi brak przez ostatnie miesiące. Tego poczucia wolności! Że wsiadam, jadę, nie patrzę na zegarek, nie spieszę się, tylko jadę, jadę, cieszę się...
Więc pomknęłam sobie, szczęśliwa tą wolnością, tak dawno nie odczuwaną, było cudownie!
Oczywiście wolność na smyczy, jak to u młodej mamy... Skończyła się nagle wraz z dzwonkiem telefonu, który wieszczył bardzo szybciutki powrót do domu (mój i cyca).
Ale i tak zamierzam urządzać sobie takie wiosenne (a później letnie, jesienne) ucieczki do wolności, chociaż na chwilę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)